
Dla wielu czytelników być może będzie to najbardziej frapujący materiał związany z moją książką – po rewelacjach związanych z Göbekli Tepe. Z przyjemnością jeszcze raz powtórzę, że prawie wszystko na temat jazydów jest prawdą (z tym oczywiście wyjątkiem, że nie porywają ludzi), łącznie z ich przekonaniem, że ich święta Czarna księga została „zabrana przez Anglika” – co odkryłem z zachwytem w trakcie bliższego zapoznawania się z „kultem anioła”, ponieważ to tak idealnie pasowało do mojej fabuły.
Odwiedziłem wspólnotę jazydów w Niemczech w ramach szukania materiałów do książki; w tym samym czasie ich bracia w Iraku padali ofiarą nieludzkich okrucieństw. To mnie właśnie skłoniło do napisania poniższego artykułu, opublikowanego najpierw w „Sunday Telegraph”; jego tekst zawiera najważniejsze informacje na temat tego niezwykłego ludu i ich niewiarygodnie starej religii. Jazydom udało się ocaleć z mroków historii. Oby żyli jak najszczęśliwiej i jak najdłużej.
CZCICIELE DIABŁA Z IRAKU
Znajduję się w obskurnym domu kultury w Celle, miasteczku w północnych Niemczech, znanym z brukowanych uliczek i zamku.
Na ścianach wiszą obrazki przedstawiające granatowe pawie. Przy stołach rozstawionych w tym wnętrzu siedzi kilkudziesięciu czcicieli diabła. Tak w każdym razie nazywają ich niektórzy ludzie. Jeszcze tego nie wiemy, ale właśnie w tym momencie w Iraku, w okolicach Mosulu wybucha jednocześnie kilka bomb podłożonych przez terrorystów-samobójców: w eksplozjach ginie około czterystu osób. Zabici byli wyznawcami tej samej wiary co ludzie, którzy dzisiaj zebrali się w tym miejscu.
Są jazydami. A ja jestem tutaj, żeby odkryć prawdę o ich fascynującej religii. Dlaczego ich relacje z ludźmi z zwenątrz są takie kruche? I czy rzeczywiście oddają cześć diabłu? Jazydzi z Celle tworzą jedną z najliczniejszych grup ich sekty poza granicami ich ojczyzny – kurdyjskiej części Iraku. W tej małej mieścinie mieszka ich może nawet 7000. Liczba wszystkich jazydów na całym świecie jest szacowana w granicach od 400 do 800 tysięcy.
Tego dnia jazydzi z Celle jakoś nie bardzo kwapią się do rozmowy. Nie jestem specjalnie zdziwiony: już mi mówiono o ich nieufności wobec obcych, zrodzonej podczas stuleci okrutnych prześladowań.
Po jakimś czasie zwraca się do mnie śniady, przysadzisty mężczyzna. Wskazuje palcem jednego z pawi wiszących na ścianie: „To jest Malek Taus, Anioł-Paw. Modlimy się do niego”. Upija łyk herbaty i dodaje: „Nasza religia jest najstarsza na świecie. Starsza od islamu, starsza od chrześcijaństwa”. Wypowiedziawszy te zagadkowe słowa, wraca do swoich przyjaciół.
Odwiedziłem wspólnotę jazydów w Niemczech w ramach szukania materiałów do książki; w tym samym czasie ich bracia w Iraku padali ofiarą nieludzkich okrucieństw. To mnie właśnie skłoniło do napisania poniższego artykułu, opublikowanego najpierw w „Sunday Telegraph”; jego tekst zawiera najważniejsze informacje na temat tego niezwykłego ludu i ich niewiarygodnie starej religii. Jazydom udało się ocaleć z mroków historii. Oby żyli jak najszczęśliwiej i jak najdłużej.
CZCICIELE DIABŁA Z IRAKU
Znajduję się w obskurnym domu kultury w Celle, miasteczku w północnych Niemczech, znanym z brukowanych uliczek i zamku.
Na ścianach wiszą obrazki przedstawiające granatowe pawie. Przy stołach rozstawionych w tym wnętrzu siedzi kilkudziesięciu czcicieli diabła. Tak w każdym razie nazywają ich niektórzy ludzie. Jeszcze tego nie wiemy, ale właśnie w tym momencie w Iraku, w okolicach Mosulu wybucha jednocześnie kilka bomb podłożonych przez terrorystów-samobójców: w eksplozjach ginie około czterystu osób. Zabici byli wyznawcami tej samej wiary co ludzie, którzy dzisiaj zebrali się w tym miejscu.
Są jazydami. A ja jestem tutaj, żeby odkryć prawdę o ich fascynującej religii. Dlaczego ich relacje z ludźmi z zwenątrz są takie kruche? I czy rzeczywiście oddają cześć diabłu? Jazydzi z Celle tworzą jedną z najliczniejszych grup ich sekty poza granicami ich ojczyzny – kurdyjskiej części Iraku. W tej małej mieścinie mieszka ich może nawet 7000. Liczba wszystkich jazydów na całym świecie jest szacowana w granicach od 400 do 800 tysięcy.
Tego dnia jazydzi z Celle jakoś nie bardzo kwapią się do rozmowy. Nie jestem specjalnie zdziwiony: już mi mówiono o ich nieufności wobec obcych, zrodzonej podczas stuleci okrutnych prześladowań.
Po jakimś czasie zwraca się do mnie śniady, przysadzisty mężczyzna. Wskazuje palcem jednego z pawi wiszących na ścianie: „To jest Malek Taus, Anioł-Paw. Modlimy się do niego”. Upija łyk herbaty i dodaje: „Nasza religia jest najstarsza na świecie. Starsza od islamu, starsza od chrześcijaństwa”. Wypowiedziawszy te zagadkowe słowa, wraca do swoich przyjaciół.
Na całe szczęście w Celle istnieje jeszcze jedno ugrupowanie jazydów, które podobno jest bardziej otwarte. W drodze na spotkanie z ich rzecznikiem przeglądam listę zdumiewających wierzeń i obyczajów jazydów. Lista robi wrażenie. Jazydzi oddają cześć świętym drzewom. Kobietom nie wolno ścinać włosów. Nie wolno zawierać małżeństw w kwietniu. Jazydzi nie jadają sałaty, dyni i mięsa gazeli. Unikają ubrań w kolorze granatowym, bo to „zbyt święty kolor”. Są podzieleni na kasty, między którymi nie wolno zawierać małżeństw. Przedstawiciele najwyższej kasty uprawiają poligamię. Każdy członek sekty, który poślubi osobę z zewnątrz, naraża się na ostracyzm albo coś jeszcze gorszego. (Kilka tygodni wcześniej w Iraku pewna młoda dziewczyna została ukamienowana na śmierć przez mężczyzn ze swojej społeczności; zakochała się w muzułmaninie i próbowała przejść na jego wiarę. Ten obrzydliwy mord został sfilmowany i umieszczony w Internecie, stanowiąc przyczynek do już i tak złej reputacji jazydów.
Jazydyzm jest synkretyczny: łączy w sobie elementy różnych religii. Jego wyznawcy podobnie jak hindusi wierzą w reinkarnację i podobnie jak starożytni czciciele boga Mitry oddają cześć bykom; chrzczą swoje dzieci tak jak chrześcijanie. Modlą się z twarzami zwróconymi ku słońcu jak zaratusztrianie. Pomstują na islam, a jednak można się u nich dopatrzyć silnych więzi z sufizmem, mistycznym odłamem islamu.
Wszystko to tworzy zaiste zagadkowy obraz. A ja wciąż nie uzyskałem odpowiedzi na główne pytanie: Czy rzeczywiście oddają cześć szatanowi?
JAZYDZKIE KOBIETY Z CELLE
W centrum miasta wita mnie Halil Savucu, rzecznik jazydów, który wygląda jak rasowy mieszkaniec Zachodu; jest z nami także Uta Tolle, niemiecka badaczka jazydyzmu.
Jedziemy mercedesem Halila na przedmieścia. Po drodze oboje dzielą się ze mną swoimi poglądami. „Jazydyzm do religia oparta na przekazie ustnym a nie pisemnym”, mówi Uta. „Dlatego czasami tak trudno określić dokładnie, na czym polegają prawdziwe założenia wiary. Istnieją wprawdzie teksty religijne, jak np. Czarna księga, ale nie są takie istotne. Wiarę przekazują kawwa, czyli śpiewający kapłani.
A kim jest Malek Taus? Na twarzy Halila pojawia się wyraz lekkiego niepokoju: „Zgodnie z naszą wiarą jest hardym aniołem, który się zbuntował i Bóg wtrącił go za to do piekła. Przebywał tam czterdzieści tysięcy lat, aż wreszcie jego zło ugasiły ognie trawiące świat podziemi. Teraz jest pogodzony z Bogiem. Ale czy jest dobry czy zły? „Jest i taki i taki. Jak ogień. Płomienie mogą podgrzać strawę i mogą spalić. Świat jest zły i dobry.
Nietrudno zrozumieć, dlaczego jazydzi za nic nie powiedzą, że wyznają kult diabła, bo właśnie z tego powodu straszliwie ich prześladowano przez całe stulecia. Celowali w tym muzułmanie, a Saddam Husajn wręcz owe prześladowania wobec „niewiernych” zintensyfikował.
Jazydyzm jest synkretyczny: łączy w sobie elementy różnych religii. Jego wyznawcy podobnie jak hindusi wierzą w reinkarnację i podobnie jak starożytni czciciele boga Mitry oddają cześć bykom; chrzczą swoje dzieci tak jak chrześcijanie. Modlą się z twarzami zwróconymi ku słońcu jak zaratusztrianie. Pomstują na islam, a jednak można się u nich dopatrzyć silnych więzi z sufizmem, mistycznym odłamem islamu.
Wszystko to tworzy zaiste zagadkowy obraz. A ja wciąż nie uzyskałem odpowiedzi na główne pytanie: Czy rzeczywiście oddają cześć szatanowi?
JAZYDZKIE KOBIETY Z CELLE
W centrum miasta wita mnie Halil Savucu, rzecznik jazydów, który wygląda jak rasowy mieszkaniec Zachodu; jest z nami także Uta Tolle, niemiecka badaczka jazydyzmu.
Jedziemy mercedesem Halila na przedmieścia. Po drodze oboje dzielą się ze mną swoimi poglądami. „Jazydyzm do religia oparta na przekazie ustnym a nie pisemnym”, mówi Uta. „Dlatego czasami tak trudno określić dokładnie, na czym polegają prawdziwe założenia wiary. Istnieją wprawdzie teksty religijne, jak np. Czarna księga, ale nie są takie istotne. Wiarę przekazują kawwa, czyli śpiewający kapłani.
A kim jest Malek Taus? Na twarzy Halila pojawia się wyraz lekkiego niepokoju: „Zgodnie z naszą wiarą jest hardym aniołem, który się zbuntował i Bóg wtrącił go za to do piekła. Przebywał tam czterdzieści tysięcy lat, aż wreszcie jego zło ugasiły ognie trawiące świat podziemi. Teraz jest pogodzony z Bogiem. Ale czy jest dobry czy zły? „Jest i taki i taki. Jak ogień. Płomienie mogą podgrzać strawę i mogą spalić. Świat jest zły i dobry.
Nietrudno zrozumieć, dlaczego jazydzi za nic nie powiedzą, że wyznają kult diabła, bo właśnie z tego powodu straszliwie ich prześladowano przez całe stulecia. Celowali w tym muzułmanie, a Saddam Husajn wręcz owe prześladowania wobec „niewiernych” zintensyfikował.
Są jednak jazydzi, którzy naprawdę twierdzą, że Malek Taus jest diabłem. Mir Hazir, jeden z dziedzicznych przywódców jazydów, powiedział w 2005 roku: „Nie mogę wypowiedzieć tego słowa [diabeł] na głos, bo to jest święte słowo. To najważniejszy anioł. Wierzymy w najważniejszego anioła”.
Istnieją zresztą jeszcze inne przesłanki do uznania Maleka Tausa za diabła. Analogie między opowieścią o buncie anioła-pawia a opowieścią o Lucyferze, wtrąconym do piekła przez chrześcijańskiego Boga są z pewnością zbyt bliskie, by mogły być przypadkowe. Samo słowo „Malek” jest spokrewnione z „Molochem”, czyli imieniem biblijnego demona – który domagał się ofiar z ludzi.
Przedstawianie Maleka Tausa pod postacią ptaka również podkreśla jego aspekt demoniczny. Jazydzki Kurdystan był niegdyś ojczyzną Sumerów i Asyryjczyków. Sumeryjscy bogowie byli często okrutni i na dodatek wyposażeni w dzioby i skrzydła. Podobni do ptaków. Trzy tysiące lat temu Asyryjczycy czcili latające demony, duchy pustynnego wiatru. Takie jak np. Pazuzu, demon z Egzorcysty. Biorąc te wszystkie dowody pod uwagę, można ze sporą dozą pewności zgadywać, że jazydyzm to pozostałość po sumeryjskim kulcie ptaka: wierze powstałej być może 6000 lat temu. Albo i dawniej. Przez całe stulecia przez jazydzki Kurdystan przetaczały się nowsze i potężniejsze religie, jak islam i chrześcijaństwo, grożąc zagładą dla „wyznawców anioła”. A jednak jazydyzm potrafił się zaadaptować do bieżącej sytuacji: niczym gatunek zwierząt, które wtapiają się w krajobraz, żeby przetrwać, inkorporował aspekty tych innych dominujących religii.
Dojeżdżamy do domu Halila. „Spójrz na to”. Pokazuje mi wizerunek Anioła-Pawia i miedziany sandżak (proporzec) – jeszcze jedno wyobrażenie Maleka Tausa. Robię kilka zdjęć, a potem wszyscy zasiadamy do spaghetti po bolońsku, razem z żoną Halila i ich gadatliwymi dziećmi.
„My, jazydzi, nie jesteśmy święci”, mówi Hahil, „ale jesteśmy ludem usposobionym pokojowo. Pragniemy tylko tolerancji. Nie czcimy zła, po prostu widzimy, że na świecie jest nie tylko światło, ale i mrok”.
Jego słowa są jak najbardziej aktualne. Kiedy jemy makaron, przychodzą wieści z Iraku: o krwawej rzezi jazydów w pobliżu Mosulu. Halil jest mocno poruszony. „Czuję takie przerażenie, że aż mnie mdli w żołądku. Wszyscy jazydzi to moja rodzina. I jesteśmy tacy samotni na tym świecie. Potrzebujemy przyjaciół. Wielu naszych chciałoby wyjechać z Iraku, ale nikt nam nie chce dawać wiz”. Wzdycha i dodaje: „Jazydzi są prześladowani od tysięcy lat, ale do tego jesteśmy przyzwyczajeni. Myśleliśmy jednak, że nowy Irak będzie chronił mniejszości. Myśleliśmy, że wszystko się polepszy dzięki pojawieniu się Amerykanów...”
Powiedziawszy to, odwraca się i wbija wzrok w tchnący spokojem, granatowy wizerunek wielkiego Anioła-Pawia.
Istnieją zresztą jeszcze inne przesłanki do uznania Maleka Tausa za diabła. Analogie między opowieścią o buncie anioła-pawia a opowieścią o Lucyferze, wtrąconym do piekła przez chrześcijańskiego Boga są z pewnością zbyt bliskie, by mogły być przypadkowe. Samo słowo „Malek” jest spokrewnione z „Molochem”, czyli imieniem biblijnego demona – który domagał się ofiar z ludzi.
Przedstawianie Maleka Tausa pod postacią ptaka również podkreśla jego aspekt demoniczny. Jazydzki Kurdystan był niegdyś ojczyzną Sumerów i Asyryjczyków. Sumeryjscy bogowie byli często okrutni i na dodatek wyposażeni w dzioby i skrzydła. Podobni do ptaków. Trzy tysiące lat temu Asyryjczycy czcili latające demony, duchy pustynnego wiatru. Takie jak np. Pazuzu, demon z Egzorcysty. Biorąc te wszystkie dowody pod uwagę, można ze sporą dozą pewności zgadywać, że jazydyzm to pozostałość po sumeryjskim kulcie ptaka: wierze powstałej być może 6000 lat temu. Albo i dawniej. Przez całe stulecia przez jazydzki Kurdystan przetaczały się nowsze i potężniejsze religie, jak islam i chrześcijaństwo, grożąc zagładą dla „wyznawców anioła”. A jednak jazydyzm potrafił się zaadaptować do bieżącej sytuacji: niczym gatunek zwierząt, które wtapiają się w krajobraz, żeby przetrwać, inkorporował aspekty tych innych dominujących religii.
Dojeżdżamy do domu Halila. „Spójrz na to”. Pokazuje mi wizerunek Anioła-Pawia i miedziany sandżak (proporzec) – jeszcze jedno wyobrażenie Maleka Tausa. Robię kilka zdjęć, a potem wszyscy zasiadamy do spaghetti po bolońsku, razem z żoną Halila i ich gadatliwymi dziećmi.
„My, jazydzi, nie jesteśmy święci”, mówi Hahil, „ale jesteśmy ludem usposobionym pokojowo. Pragniemy tylko tolerancji. Nie czcimy zła, po prostu widzimy, że na świecie jest nie tylko światło, ale i mrok”.
Jego słowa są jak najbardziej aktualne. Kiedy jemy makaron, przychodzą wieści z Iraku: o krwawej rzezi jazydów w pobliżu Mosulu. Halil jest mocno poruszony. „Czuję takie przerażenie, że aż mnie mdli w żołądku. Wszyscy jazydzi to moja rodzina. I jesteśmy tacy samotni na tym świecie. Potrzebujemy przyjaciół. Wielu naszych chciałoby wyjechać z Iraku, ale nikt nam nie chce dawać wiz”. Wzdycha i dodaje: „Jazydzi są prześladowani od tysięcy lat, ale do tego jesteśmy przyzwyczajeni. Myśleliśmy jednak, że nowy Irak będzie chronił mniejszości. Myśleliśmy, że wszystko się polepszy dzięki pojawieniu się Amerykanów...”
Powiedziawszy to, odwraca się i wbija wzrok w tchnący spokojem, granatowy wizerunek wielkiego Anioła-Pawia.