
Raj odnaleziony?Siedzę w przeżartej rdzą tureckiej taksówce. Przede mną rozpościera się widok na bezkresne brązowe wzgórza ciągnące się w kierunku Syrii. Z okien samochodu widzę małą wioskę złożoną z lepianek z otwartym ściekiem płynącym ulicą. Okolica nie rzuca na kolana. Jednak jeśli pogłoski nie kłamią, jadę do najbardziej niezwykłego stanowiska archeologicznego na świecie. Co jeszcze bardziej niesamowite, może mieć ono związek z biblijnym edenem, a nawet leżeć na jego terenie.
Wreszcie mój rzucający mięsem taryfiarz pokonuje ze zgrzytem kolejny zakręt i naszym oczom ukazuje się samotna morwa wznosząca się na tle bezchmurnego nieba.
Kiedy parkujemy, dostrzegam dziesiątki robotników i archeologów uwijających się na stoku. Dźwigają wiadra z gruzem i w skupieniu kopią w ziemi. Ta atmosfera pełnych rozgorączkowania robót archeologicznych – prowadzonych na skwarnym i głębokim odludziu – przywodzi mi na myśl początkowe sceny Egzorcysty.
Kiedy wysiadam z samochodu, podchodzi do mnie sympatyczny pięćdziesięciokilkuletni Niemiec. Nazywa się Klaus Schmidt. Jest naczelnym archeologiem w Göbekli Tepe.
Ściska mi dłoń, potem prowadzi nieco dalej od centrum wykopalisk. Pijemy w cieniu namiotu słodką turecką herbatę z filiżanek w kształcie tulipana, a Niemiec, ocierając czoło, relacjonuje dzieje miejsca.
Nowożytna historia Göbekli Tepe (drugi człon nazwy wymawia się tep-ej, całość znaczy tyle co „wzgórze pępka” zaczęła się w 1964 roku, kiedy zespół amerykańskich archeologów przeczesywał tę odległą prowincję południowo-wschodniej Turcji.
Jego członkowie zauważyli, że kilka osobliwie wyglądających pagórków zaścielają tysiące odłupków krzemiennych, co jest nieomylną oznaką pradawnej ludzkiej aktywności. Koniec końców jednak odjechali, nie podjąwszy prac. Dziś zapewne czują się jak wydawca, który odrzucił pierwszy rękopis Harry’ego Pottera.
Trzydzieści lat później, jakiś miejscowy pasterz doglądał stada, kiedy zauważył coś dziwnego: grupę kamieni o dziwnym kształcie, wystających z zalanej słońcem ziemi.
Wieść o tym odkryciu dotarła do uszu kustoszy z Şanlıurfy, miasta oddalonego o pięćdziesiąt kilometrów. Władze muzeum skontaktowały się z ministrem stosownego resortu, który z kolei nawiązał kontakt z Niemieckim Instytutem Archeologicznym w Stambule.
I tak oto w 1994 roku na miejsce przybył doświadczony archeolog Klaus Schmidt z zadaniem rozpoczęcia prac wykopaliskowych. „Byłem zaintrygowany. Mieszkańcy już i tak mieli do tego miejsca emocjonalny stosunek. To samotne drzewo na najwyższym wzgórzu uchodzi za święte. Pomyślałem, że może wpadliśmy na trop prawdziwej sensacji”. Schmidt wysiadł z taksówki, żeby się rozejrzeć i zastanowić. „Nie minęła minuta, a wiedziałem, że jeśli natychmiast nie odjadę, zostanę tu już do końca życia”. Nie odjechał. A to, co od tego czasu odkrył, po prostu ścina z nóg.
Niesamowite kamienie okazały się płaskimi podłużnymi zwieńczeniami megalitów – głazów koloru ochry, zblizonych kształtem do litery T.
Większość z nich zdobią delikatne, niezwykłe płaskorzeźby – głównie wizerunki zwierząt i ptaków. Na jednym widnieje ocierające się o pornografię wyobrażenie kobiety. Innym częstym motywem są wijące się węże. Same głazy natomiast, jak się zdaje, przedstawiają ludzi – niektóre mają stylizowane prostopadłe do boków „ramiona”.
Jak dotąd odkopano czterdzieści trzy megality. Maja od metra do czterech metrów wysokości i tworzą kamienne kręgi o średnicy od pięciu do dziesięciu metrów. Dokoła nich znajdują się skalne półki, niewielkie wnęki i mur z niewypalanej cegły. Wiele wskazuje, że kamieni jest więcej. Kilka lat temu pracujący pod kierownictwem Schmidta zespół odkrył bardzo omszały, na wpół odsłonięty głaz w kształcie litery T, leżący w złożu wapienia kilometr od głównego stanowiska. Wysoki na dziewięć metrów miał przypuszczalnie dołączyć do reszty megalitów w Göbekli. „Jest pęknięty, musiał zatem zostać uszkodzony – wyjaśnia Schmidt – a kiedy do tego doszło, budowniczowie prawdopodobnie go porzucili i zaczęli przygotowywać kolejny”.
Wieść o tym odkryciu dotarła do uszu kustoszy z Şanlıurfy, miasta oddalonego o pięćdziesiąt kilometrów. Władze muzeum skontaktowały się z ministrem stosownego resortu, który z kolei nawiązał kontakt z Niemieckim Instytutem Archeologicznym w Stambule.
I tak oto w 1994 roku na miejsce przybył doświadczony archeolog Klaus Schmidt z zadaniem rozpoczęcia prac wykopaliskowych. „Byłem zaintrygowany. Mieszkańcy już i tak mieli do tego miejsca emocjonalny stosunek. To samotne drzewo na najwyższym wzgórzu uchodzi za święte. Pomyślałem, że może wpadliśmy na trop prawdziwej sensacji”. Schmidt wysiadł z taksówki, żeby się rozejrzeć i zastanowić. „Nie minęła minuta, a wiedziałem, że jeśli natychmiast nie odjadę, zostanę tu już do końca życia”. Nie odjechał. A to, co od tego czasu odkrył, po prostu ścina z nóg.
Niesamowite kamienie okazały się płaskimi podłużnymi zwieńczeniami megalitów – głazów koloru ochry, zblizonych kształtem do litery T. Większość z nich zdobią delikatne, niezwykłe płaskorzeźby – głównie wizerunki zwierząt i ptaków. Na jednym widnieje ocierające się o pornografię wyobrażenie kobiety. Innym częstym motywem są wijące się węże. Same głazy natomiast, jak się zdaje, przedstawiają ludzi – niektóre mają stylizowane prostopadłe do boków „ramiona”.
Jak dotąd odkopano czterdzieści trzy megality. Maja od metra do czterech metrów wysokości i tworzą kamienne kręgi o średnicy od pięciu do dziesięciu metrów. Dokoła nich znajdują się skalne półki, niewielkie wnęki i mur z niewypalanej cegły. Wiele wskazuje, że kamieni jest więcej. Kilka lat temu pracujący pod kierownictwem Schmidta zespół odkrył bardzo omszały, na wpół odsłonięty głaz w kształcie litery T, leżący w złożu wapienia kilometr od głównego stanowiska. Wysoki na dziewięć metrów miał przypuszczalnie dołączyć do reszty megalitów w Göbekli. „Jest pęknięty, musiał zatem zostać uszkodzony – wyjaśnia Schmidt – a kiedy do tego doszło, budowniczowie prawdopodobnie go porzucili i zaczęli przygotowywać kolejny”.
To zaś znaczy, że mogą być inne głazy, jeszcze nieodkryte, podobnej wielkości. I rzeczywiście badania geomagnetyczne rozlicznych sztucznych wzniesień w Göbekli Tepe sugerują, że na odkopanie czeka jeszcze co najmniej 250 megalitów.Wiek kompleksu przyprawia o zawrót głowy. Badania radiowęglowe znalezionej na głazach materii organicznej pokazują, że kompleks liczy sobie 12 000 lat. Został zatem zbudowany około 10 - 9 tysięcy lat p.n.e. Dla porównania Stonehenge wzniesiono około 2000 lat p.n.e. Przed odkryciem Göbekli Tepe za najstarszy zespół megalityczny uważano ten znajdujący się na Malcie – a on pochodzi „zaledwie” sprzed 3500 lat p.n.e.
Göbekli Tepe pod względem wieku bije więc na głowę wszystkie inne tego typu znaleziska, i to zdecydowanie. Jest oszałamiająco stare, powstało jeszcze zanim ludzie przeszli na osiadły tryb życia. Zanim zaczęli wyrabiać ceramikę. Sięga korzeniami niewyobrażalnie zamierzchłego okresu ludzkich dziejów, wprost w naszą łowiecko-zbieracką przeszłość.
Tylko jak „jaskiniowcy” zdołali zbudować coś tak imponującego? Klaus Schmidt przypuszcza, że hordy myśliwych zbierały się w tym miejscu co jakiś czas, przez całe dziesięciolecia trwania prac konstrukcyjnych. Podczas tych „spędów” mieszkali prawdopodobnie w szałasach ze skór zwierzęcych, żywiąc się okoliczną zwierzyną. Zatrzęsienie krzemiennych grotów znalezionych w okolicach Göbekli potwierdza tę hipotezę, a także wiek stanowiska.
Epokowe odkrycie, że ludy wczesno-neolityczne mogły zbudować coś takiego jak Göbekli, jest na miarę rewolucji. Do tej pory zakładano, że narodziny rolnictwa poprzedzały rozwój cywilizacji, że powstanie zaawansowanej sztuki, społeczeństwa i architektury wymagało pewnych i stałych źródeł pożywienia, które zapewnić mogły tylko uprawa roli i hodowla. Göbekli Tepe dowodzi, że prastara kultura łowiecko-zbieracka, w tym rejonie Turcji była znacznie bardziej zaawansowana cywilizacyjnie niż nam się wcześniej wydawało.
Tak czy owak, nawet dla najbardziej rzutkiego i zorganizowanego przedrolniczego społeczeństwa budowa czegoś tak wyrafinowanego jak Göbekli musiała stanowić poważne wyzwanie i pochłaniać ogromne zasoby ludzkie. Nikt by się na coś podobnego nie porwał bez bardzo istotnego powodu. Po co zatem było to wszystko i czemu miało służyć?
Schmidt uważa, że rozwiązał tę zagadkę „Göbekli Tepe nie jest kompleksem mieszkalnym. Nie znaleźliśmy tu żadnych oznak habitacji. Ani pozostałości stałych osiedli ludzkich w okolicy. Zostaje nam zatem tylko jedna funkcja: religijna. Göbekli Tepe jest najstarszą świątynią świata. Nie tylko świątynią zresztą. Sądzę, że prawdopodobnie także kompleksem grzebalnym”.
Za słusznością tej hipotezy przemawiają świadectwa archeologiczne. W ostatnim sezonie prac wykopaliskowych zespól Schmidta znalazł ludzkie kości w ziemi, która niegdyś wypełniała kamienne wnęki za megalitami. „Uważam, że nasi łowcy przynosili tu ciała zmarłych krewnych i umieszczali je w otwartych niszach przy głazach. Zwłoki ulegały ekskarnacji, obżerane do kości przez dzikie zwierzęta”.
Jest więcej poszlak wskazujących na sakralne przeznaczenie Göbekli: rozmieszczenie głazów w kręgach przywodzi na myśl znacznie późniejsze neolityczne kompleksy świątynne, takie jak Stonehenge i Avebury. Liczne reliefy i rzeźbienia kamieni także, jak się zdaje, mają charakter zdecydowanie bardziej rytualny niż domowy.
Popijając herbatę, Schmidt kontynuuje wywód: „Mnóstwo tych rzeźb poświęconych jest łowom – znaleźliśmy bardzo dużo przedstawień zwierzyny łownej, dzików, lisów i gazeli. Także wizerunki kaczek łowionych na sieć. Göbekli Tepe było przypuszczalnie miejscem pochówków, ale także adoracji myśliwych i samego polowania”.
Jednak zanim docieramy do tego miejsca, nasuwa się oczywiste pytanie. Co się stało z okolicą? Dlaczego rejon jest teraz taki opustoszały i jałowy, jeśli ongiś był porośnięty bujną roślinnością i idylliczny?
Schmidt podnosi krzemienny odłupek z umęczonej ziemi. Tysiące takich krzemiennych narzędzi – które wyszły spod ludzkiej ręki – zaśmieca pobliskie wzgórza. Archeolog tłumaczy: „Aby zbudować taki kompleks, łowcy-zbieracze musieli zbierać się tu całymi rzeszami. Po ukończeniu prac dalej gromadzili się tłumnie na ceremoniach kultowych i z okazji pochówków. I w końcu okazało się, że okoliczna zwierzyna nie wystarcza dla tak wielu ludzi. Myślę więc, że zaczęli uprawiać dzikie trawy na zboczach. Samopsza, prymitywny gatunek pszenicy i jedno z pierwszych uprawianych zbóż, rośnie tutaj dziko. Zatem ją udomowili”. Schmidt patrzy na samotną morwę na wzgórzu. „Innymi słowy, zaczęli uprawiać ziemię, żeby wyżywić członków swojej wspólnoty religijnej. Ale, paradoksalnie, może to właśnie rolnictwo przyczyniło się do jej upadku”.
Schmidt uważa, że rozwiązał tę zagadkę „Göbekli Tepe nie jest kompleksem mieszkalnym. Nie znaleźliśmy tu żadnych oznak habitacji. Ani pozostałości stałych osiedli ludzkich w okolicy. Zostaje nam zatem tylko jedna funkcja: religijna. Göbekli Tepe jest najstarszą świątynią świata. Nie tylko świątynią zresztą. Sądzę, że prawdopodobnie także kompleksem grzebalnym”.
Za słusznością tej hipotezy przemawiają świadectwa archeologiczne. W ostatnim sezonie prac wykopaliskowych zespól Schmidta znalazł ludzkie kości w ziemi, która niegdyś wypełniała kamienne wnęki za megalitami. „Uważam, że nasi łowcy przynosili tu ciała zmarłych krewnych i umieszczali je w otwartych niszach przy głazach. Zwłoki ulegały ekskarnacji, obżerane do kości przez dzikie zwierzęta”.
Jest więcej poszlak wskazujących na sakralne przeznaczenie Göbekli: rozmieszczenie głazów w kręgach przywodzi na myśl znacznie późniejsze neolityczne kompleksy świątynne, takie jak Stonehenge i Avebury. Liczne reliefy i rzeźbienia kamieni także, jak się zdaje, mają charakter zdecydowanie bardziej rytualny niż domowy.
Popijając herbatę, Schmidt kontynuuje wywód: „Mnóstwo tych rzeźb poświęconych jest łowom – znaleźliśmy bardzo dużo przedstawień zwierzyny łownej, dzików, lisów i gazeli. Także wizerunki kaczek łowionych na sieć. Göbekli Tepe było przypuszczalnie miejscem pochówków, ale także adoracji myśliwych i samego polowania”.
Jednak zanim docieramy do tego miejsca, nasuwa się oczywiste pytanie. Co się stało z okolicą? Dlaczego rejon jest teraz taki opustoszały i jałowy, jeśli ongiś był porośnięty bujną roślinnością i idylliczny?
Schmidt podnosi krzemienny odłupek z umęczonej ziemi. Tysiące takich krzemiennych narzędzi – które wyszły spod ludzkiej ręki – zaśmieca pobliskie wzgórza. Archeolog tłumaczy: „Aby zbudować taki kompleks, łowcy-zbieracze musieli zbierać się tu całymi rzeszami. Po ukończeniu prac dalej gromadzili się tłumnie na ceremoniach kultowych i z okazji pochówków. I w końcu okazało się, że okoliczna zwierzyna nie wystarcza dla tak wielu ludzi. Myślę więc, że zaczęli uprawiać dzikie trawy na zboczach. Samopsza, prymitywny gatunek pszenicy i jedno z pierwszych uprawianych zbóż, rośnie tutaj dziko. Zatem ją udomowili”. Schmidt patrzy na samotną morwę na wzgórzu. „Innymi słowy, zaczęli uprawiać ziemię, żeby wyżywić członków swojej wspólnoty religijnej. Ale, paradoksalnie, może to właśnie rolnictwo przyczyniło się do jej upadku”.
Zdaniem Schmidta, wygląda na to, że rolnictwo pojawiło się tutaj, na terenach bezpośrednio sąsiadujących z Göbekli, około 8000 lat p.n.e. (Istotnie to jednio z pierwszych miejsc na świecie, gdzie człowiek uprawiał ziemię). Wiemy z grubsza gdzie i kiedy się zaczęło, dzięki śladom archeologicznym: domestykacja zawsze stanowi wstrząs dla fizjologii człowieka i zwierząt. Kościec ulega zmianom, ludzie przejściowo stają się niżsi i mniej odporni na choroby, kiedy organizm przyzwyczaja się do uboższej w białko diety i ciężkiej pracy. Podobnie zwierzęta – udomowione początkowo mizernieją.
Wszystko wskazuje, że 8000 lat p.n.e również miejscowy krajobraz zaczął się zmieniać. W miarę jak postępował karczunek, ziemia się wyjaławiała, i stopniowo okolica stała się nieurodzajna i sucha. Niegdysiejsza kraina szczęścia i obfitości – z lasami pełnymi zwierzyny i łąkami dzikich traw – stała się jałowym miejscem, które wymagało jeszcze większych nakładów pracy.
Schodzimy ze Schmidtem po drabinie na dno wykopu, gdzie prastara ziemia otacza głazy.
Archeolog kontynuuje opowieść:
„Najdziwniejsze zaś, że 8000 lat p.n.e, podczas przejścia na rolnictwo, Göbekli Tepe zostało zakopane. Z rozmysłem – nie na skutek osunięcia się ziemi czy lawiny błotnej. Z jakiegoś powodu łowcy, byli łowcy, postanowili zagrzebać cały kompleks w ziemi. Ta, którą usuwamy z megalitów została tu naniesiona przez człowieka, pagórki dokoła są bez wyjątku sztucznego pochodzenia”.
Wszystko zaczyna się nieodparcie zazębiać. Raj utracony, porzucony tryb życia, straszliwy „błąd”, nawet samotne drzewo. Czy naprawdę istnieje związek między Göbekli Tepe a opowieścią o rajskim ogrodzie?
Muszę jeszcze coś sprawdzić, zanim pokuszę się o jakąś konkluzję. Obiecując Klausowi, że wrócę za dzień czy dwa, wsiadam z powrotem do taksówki i odjeżdżam pylastą drogą.
Wszystko wskazuje, że 8000 lat p.n.e również miejscowy krajobraz zaczął się zmieniać. W miarę jak postępował karczunek, ziemia się wyjaławiała, i stopniowo okolica stała się nieurodzajna i sucha. Niegdysiejsza kraina szczęścia i obfitości – z lasami pełnymi zwierzyny i łąkami dzikich traw – stała się jałowym miejscem, które wymagało jeszcze większych nakładów pracy.
Schodzimy ze Schmidtem po drabinie na dno wykopu, gdzie prastara ziemia otacza głazy.Archeolog kontynuuje opowieść:
„Najdziwniejsze zaś, że 8000 lat p.n.e, podczas przejścia na rolnictwo, Göbekli Tepe zostało zakopane. Z rozmysłem – nie na skutek osunięcia się ziemi czy lawiny błotnej. Z jakiegoś powodu łowcy, byli łowcy, postanowili zagrzebać cały kompleks w ziemi. Ta, którą usuwamy z megalitów została tu naniesiona przez człowieka, pagórki dokoła są bez wyjątku sztucznego pochodzenia”.
Wszystko zaczyna się nieodparcie zazębiać. Raj utracony, porzucony tryb życia, straszliwy „błąd”, nawet samotne drzewo. Czy naprawdę istnieje związek między Göbekli Tepe a opowieścią o rajskim ogrodzie?
Muszę jeszcze coś sprawdzić, zanim pokuszę się o jakąś konkluzję. Obiecując Klausowi, że wrócę za dzień czy dwa, wsiadam z powrotem do taksówki i odjeżdżam pylastą drogą.
W drodze przeglądam notatki. Pomysł, że pojawiająca się w Biblii opowieść o raju stanowi alegorię przejścia z łowiecko-zbierackiego trybu życia na rolnictwo, nie jest niczym nowym. Kilku pisarzy i naukowców – choćby Hugh Brody – analizowało już wcześniej tę koncepcję. Novum stanowi natomiast nagromadzenie poszlak, które przemawiają za usytuowaniem tegoż „raju” właśnie na terenie Göbekli Tepe.
Część przesłanek dotyczy wczesnej uprawy ziemi. Odkrycia poczynione na pobliskich stanowiskach archeologicznych sugerują, że korzenie całego euroazjatyckiego rolnictwa sięgają właśnie tego regionu. Na przykład pierwsze świnie udomowiono w Caÿonü, dziewięćdziesiąt kilometrów stąd. Wiele wskazuje także, że znane na całym świecie gatunki pszenicy pochodzą od samopszy – uprawianej po raz pierwszy właśnie na tych brązowych wzgórzach.
Droga robi się bardziej płaska i taksówkarz przyspiesza. Jedziemy przez pola bawełny nawadniane wodami Eufratu. Widzę majaczący w oddali błękitny zarys gór Taurus. To przywodzi mi na myśl dodatkowe powiązania z opowieścią o raju.
Według Biblii kraina zwana Edenem miała leżeć u źródeł czterech rzek. Przez długi czas wierzący dopatrywali się w tym opisu tzw. Żyznego Półksiężyca rozciągającego się między Tygrysem a Eufratem. W Księdze Rodzaju pojawia się również informacja, że Eden był otoczony górami.
A to jeszcze nie wszystkie powiązania. Po czterdziestu minutach jazdy docieram do dużej, pełnej życia Şanlıurfy. Miasto sprawia wrażenie stosunkowo nowoczesnego, ale ma, jak wieść niesie, bardzo starożytny rodowód.
Moim pierwszym przystankiem tutaj jest miejscowe muzeum. Bilet wstępu kosztuje kilka pensów: niewielka cena jak za to, co za chwilę zobaczę.
W pierwszej sali wystawienniczej, pod schodami, tuż przy gaśnicy znajduje się niesamowita naturalnych rozmiarów kremowoszara wapienna rzeźba człowieka. Została odkopana w starożytnym centrum Şanllurfy podczas kładzenia fundamentów pod budynek banku.
Przeprowadzone niedawno datowanie radiowęglowe neolitycznej świątyni, gdzie znaleziono kolosa, potwierdza, że powstał 10 000 – 9 000 lat p.n.e. To czyni go najstarszym posągiem człowieka naturalnych rozmiarów jak dotąd odkrytym, najstarszym autoportretem w kamieniu. A stoi sobie tutaj ot tak, tuż przy gaśnicy. Spojrzenie jego wykonanych z obsydianu oczu jest dojmująco smutne: wydaje się, że kolos patrzy przez całe eony z pełnym boleści żalem, antycypując tragiczne błędy rodzaju ludzkiego.
Po krótkiej przejażdżce samochodem jestem na miejscu znalezienia posągu. To miejscowy park krajobrazowy, znany jako Baliki Gol; znajduje się tu podłużny i przejrzysty staw rybny, otoczony meczetami z pozłacanego kamienia i herbaciarniami, jest nawet kościół krzyżowców. Turyści uwielbiają karmić tłuste czupurne ryby w stawie.
Legenda głosi, że umieścił je tam prorok Abraham. Miejscowi wierzą także, że Şanlıurfa to przewijające się w pierwszych księgach Biblii chaldejskie Ur.
Część przesłanek dotyczy wczesnej uprawy ziemi. Odkrycia poczynione na pobliskich stanowiskach archeologicznych sugerują, że korzenie całego euroazjatyckiego rolnictwa sięgają właśnie tego regionu. Na przykład pierwsze świnie udomowiono w Caÿonü, dziewięćdziesiąt kilometrów stąd. Wiele wskazuje także, że znane na całym świecie gatunki pszenicy pochodzą od samopszy – uprawianej po raz pierwszy właśnie na tych brązowych wzgórzach.
Droga robi się bardziej płaska i taksówkarz przyspiesza. Jedziemy przez pola bawełny nawadniane wodami Eufratu. Widzę majaczący w oddali błękitny zarys gór Taurus. To przywodzi mi na myśl dodatkowe powiązania z opowieścią o raju.
Według Biblii kraina zwana Edenem miała leżeć u źródeł czterech rzek. Przez długi czas wierzący dopatrywali się w tym opisu tzw. Żyznego Półksiężyca rozciągającego się między Tygrysem a Eufratem. W Księdze Rodzaju pojawia się również informacja, że Eden był otoczony górami.
A to jeszcze nie wszystkie powiązania. Po czterdziestu minutach jazdy docieram do dużej, pełnej życia Şanlıurfy. Miasto sprawia wrażenie stosunkowo nowoczesnego, ale ma, jak wieść niesie, bardzo starożytny rodowód.
Moim pierwszym przystankiem tutaj jest miejscowe muzeum. Bilet wstępu kosztuje kilka pensów: niewielka cena jak za to, co za chwilę zobaczę.
W pierwszej sali wystawienniczej, pod schodami, tuż przy gaśnicy znajduje się niesamowita naturalnych rozmiarów kremowoszara wapienna rzeźba człowieka. Została odkopana w starożytnym centrum Şanllurfy podczas kładzenia fundamentów pod budynek banku.
Przeprowadzone niedawno datowanie radiowęglowe neolitycznej świątyni, gdzie znaleziono kolosa, potwierdza, że powstał 10 000 – 9 000 lat p.n.e. To czyni go najstarszym posągiem człowieka naturalnych rozmiarów jak dotąd odkrytym, najstarszym autoportretem w kamieniu. A stoi sobie tutaj ot tak, tuż przy gaśnicy. Spojrzenie jego wykonanych z obsydianu oczu jest dojmująco smutne: wydaje się, że kolos patrzy przez całe eony z pełnym boleści żalem, antycypując tragiczne błędy rodzaju ludzkiego.
Po krótkiej przejażdżce samochodem jestem na miejscu znalezienia posągu. To miejscowy park krajobrazowy, znany jako Baliki Gol; znajduje się tu podłużny i przejrzysty staw rybny, otoczony meczetami z pozłacanego kamienia i herbaciarniami, jest nawet kościół krzyżowców. Turyści uwielbiają karmić tłuste czupurne ryby w stawie.
Legenda głosi, że umieścił je tam prorok Abraham. Miejscowi wierzą także, że Şanlıurfa to przewijające się w pierwszych księgach Biblii chaldejskie Ur.
To są oczywiście tylko klechdy. Wiemy jednak teraz – właśnie dzięki niezwykłemu kolosowi z muzeum – że Şanlıurfa jest niewiarygodnie stara. Ludzie zamieszkiwali na tych terenach od 12 000 lat, niewykluczone, że nieprzerwanie. Czy naprawdę jest zatem nie do pomyślenia, by Księga Rodzaju wspominała o tym starożytnym regionie, tej kolebce, fons at origo cywilizacji?
Nic podobnego, zwłaszcza, że kilka miejsc leżących niedaleko Şanlıurfy z całą pewnością pojawia się w Genesis.
Następnego ranka decyduję się na dłuższą wyprawę, taksówka wiezie mnie przez brązowe równiny na pustynną głuszę dalej na południu. Na polach pracują kurdyjskie kobiety w charakterystycznych chustach koloru lawendy na głowach. Wyglądają na umęczone lejącym się z nieba skwarem. Ta okolica jest tak gorąca i duszna, że ludzie śpią na zewnątrz domów na rozstawionych metalowych platformach.
W końcu docieramy do Charanu, gdzie na poboczu drogi wznoszą się ruiny wieży. Kiedyś mieściła się tu najstarsza uczelnia islamistyczna na świecie. Pochodzi z IX wieku n.e. Miejsce ma jednak jeszcze bardziej zamierzchły rodowód. To ten sam Charan, który jest wspomniany, dwukrotnie, w Księdze Rodzaju. To tutaj, według Biblii, żył kiedyś Abraham.
Wsiadam do taksówki i po raz ostatni udaję się do Göbekli. Po drodze składam razem wszystkie elementy łamigłówki. Zważywszy na nawiązania pojawiające się w Biblii, dzieje i topografię regionu, świadectwa bardzo wczesnej domestykacji w pobliżu i dane z samego wykopaliska, Göbekli Tepe z dużym prawdopodobieństwem może być świątynią leżącą w „rajskim ogrodzie”.
Ujmując rzecz inaczej: opowieść o Edenie jest przejawem pamięci zbiorowej i alegorią, opowiadającą o łowiecko-zbierackim życiu, które wiedliśmy w tym niegdyś żyznym zakątku Anatolii, zanim nasze własne poczynania skazały nas na bardziej surową egzystencję. Göbekli Tepe opiewa i upamiętnia pierwotny stan szczęśliwości, kiedy mieliśmy dość wolnego czasu, by oddawać się sztuce i praktykować złożoną wiarę, choć nie umieliśmy jeszcze wyrabiać naczyń. A potem nastąpił upadek: przeszliśmy na rolnictwo.
Nic podobnego, zwłaszcza, że kilka miejsc leżących niedaleko Şanlıurfy z całą pewnością pojawia się w Genesis.
Następnego ranka decyduję się na dłuższą wyprawę, taksówka wiezie mnie przez brązowe równiny na pustynną głuszę dalej na południu. Na polach pracują kurdyjskie kobiety w charakterystycznych chustach koloru lawendy na głowach. Wyglądają na umęczone lejącym się z nieba skwarem. Ta okolica jest tak gorąca i duszna, że ludzie śpią na zewnątrz domów na rozstawionych metalowych platformach. W końcu docieramy do Charanu, gdzie na poboczu drogi wznoszą się ruiny wieży. Kiedyś mieściła się tu najstarsza uczelnia islamistyczna na świecie. Pochodzi z IX wieku n.e. Miejsce ma jednak jeszcze bardziej zamierzchły rodowód. To ten sam Charan, który jest wspomniany, dwukrotnie, w Księdze Rodzaju. To tutaj, według Biblii, żył kiedyś Abraham.
Wsiadam do taksówki i po raz ostatni udaję się do Göbekli. Po drodze składam razem wszystkie elementy łamigłówki. Zważywszy na nawiązania pojawiające się w Biblii, dzieje i topografię regionu, świadectwa bardzo wczesnej domestykacji w pobliżu i dane z samego wykopaliska, Göbekli Tepe z dużym prawdopodobieństwem może być świątynią leżącą w „rajskim ogrodzie”.
Ujmując rzecz inaczej: opowieść o Edenie jest przejawem pamięci zbiorowej i alegorią, opowiadającą o łowiecko-zbierackim życiu, które wiedliśmy w tym niegdyś żyznym zakątku Anatolii, zanim nasze własne poczynania skazały nas na bardziej surową egzystencję. Göbekli Tepe opiewa i upamiętnia pierwotny stan szczęśliwości, kiedy mieliśmy dość wolnego czasu, by oddawać się sztuce i praktykować złożoną wiarę, choć nie umieliśmy jeszcze wyrabiać naczyń. A potem nastąpił upadek: przeszliśmy na rolnictwo.
Zgodnie z tym, co Bóg mówi do Adama: Przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu i w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia (Księga Rodzaju, 3,17).
Oczywiście wszystko to jest czystą spekulacją, w dodatku nader kontrowersyjną. Jeden fakt nie budzi wątpliwości: Göbekli Tepe to największe archeologiczne odkrycie od czasu drugiej wojny światowej. Codziennie naukowcy znajdują tu coś nowego, wcześniej niewidzianego, coś wspaniałego. Jak sam zaraz się przekonam.
Kiedy taksówka się zatrzymuje, wysiadam i idę w kierunku stanowiska. W powietrzu wyczuwam nastrój podekscytowania. Narasta poruszenie. Kilku tureckich robotników oczyszcza nową płaskorzeźbę na dopiero co odkopanym megalicie: relief przedstawia ptaki, skorpiony i zwierzęta wodne, jest wspaniale wykonany, a wygląda tak świeżo i delikatnie, jakby dopiero co wyszedł spod dłuta. Kilka osób zbiera się dokoła, żeby lepiej się przyjrzeć. Nagle, ni stąd, ni zowąd dociera do mnie, że jesteśmy pierwszymi ludźmi, którzy oglądają to wyjątkowe dzieło sztuki od 10 000 lat.
Klaus Schmidt kiwa głową w zamyśleniu na widok nowej płaskorzeźby. Potem mówi: „Wydaje się panu niezwykła? Komm!” Idzie pospiesznie przez stanowisko, wskazuje na dół. „Tę znaleźliśmy wczoraj”. U stóp kolejnego megalitu znajduje się doskonała rzeźba wychudłego zwierzęcia, stanowiąca część stojącego głazu. Nikt jeszcze podobnej nie widział, została wyrzeźbiona na długo przed wynalezieniem koła, a odkryto ją wczoraj.
„Co przedstawia?” – pytam.
Klaus Schmidt kręci głową.
„Może krokodyla, a może kota. Ale pazury i łapy przywodzą na myśl chyba wilka”.
Oczywiście wszystko to jest czystą spekulacją, w dodatku nader kontrowersyjną. Jeden fakt nie budzi wątpliwości: Göbekli Tepe to największe archeologiczne odkrycie od czasu drugiej wojny światowej. Codziennie naukowcy znajdują tu coś nowego, wcześniej niewidzianego, coś wspaniałego. Jak sam zaraz się przekonam.Kiedy taksówka się zatrzymuje, wysiadam i idę w kierunku stanowiska. W powietrzu wyczuwam nastrój podekscytowania. Narasta poruszenie. Kilku tureckich robotników oczyszcza nową płaskorzeźbę na dopiero co odkopanym megalicie: relief przedstawia ptaki, skorpiony i zwierzęta wodne, jest wspaniale wykonany, a wygląda tak świeżo i delikatnie, jakby dopiero co wyszedł spod dłuta. Kilka osób zbiera się dokoła, żeby lepiej się przyjrzeć. Nagle, ni stąd, ni zowąd dociera do mnie, że jesteśmy pierwszymi ludźmi, którzy oglądają to wyjątkowe dzieło sztuki od 10 000 lat.
Klaus Schmidt kiwa głową w zamyśleniu na widok nowej płaskorzeźby. Potem mówi: „Wydaje się panu niezwykła? Komm!” Idzie pospiesznie przez stanowisko, wskazuje na dół. „Tę znaleźliśmy wczoraj”. U stóp kolejnego megalitu znajduje się doskonała rzeźba wychudłego zwierzęcia, stanowiąca część stojącego głazu. Nikt jeszcze podobnej nie widział, została wyrzeźbiona na długo przed wynalezieniem koła, a odkryto ją wczoraj.
„Co przedstawia?” – pytam.
Klaus Schmidt kręci głową.
„Może krokodyla, a może kota. Ale pazury i łapy przywodzą na myśl chyba wilka”.
Mój pobyt dobiega końca. Serce wali mi w piersiach. Idziemy do namiotu na pożegnalną filiżankę herbaty. Rozmawiamy o hipotezie dotyczącej rajskiego ogrodu. Profesor stanowczo obstaje przy zdaniu, że to tylko teoria, chociaż bardzo intrygująca. Ale, jak mówi: „Göbekli Tepe jest samo w sobie wystarczającą rewelacją, bez dodatkowych spekulacji”.
Jeszcze tylko jedno pytanie nie daje mi spokoju. Dlaczego łowcy-zbieracze z Göbekli celowo zakopali cały kompleks? To bardzo dziwny akt, a przede wszystkim ogromnie mozolny. Klaus Schmidt ponownie wzrusza ramionami.
- Nie wiemy.
Czasami właśnie te dwa proste słowa bywają najbardziej fascynujące.
Dalsza lektura:
- Michael Balter, The Goddess and the Bull Catalhoyouk: An Archeological Journey to the Dawn of Civilisation
- Hugh Brody, The Other Side of Eden
- Steven Mithen, After the Ice: A Global Human History 50 000 – 20 222 BC
- Klaus Schmidt Sie Bauten Die Ersten Temple
- Warto odwiedzić także stronę Niemeickiego Instytutu Archeologicznego – www.dainst.org, gdzie znajdują się najnowsze relacje z postępu prac wykopaliskowych w Göbekli Tepe.
Jeszcze tylko jedno pytanie nie daje mi spokoju. Dlaczego łowcy-zbieracze z Göbekli celowo zakopali cały kompleks? To bardzo dziwny akt, a przede wszystkim ogromnie mozolny. Klaus Schmidt ponownie wzrusza ramionami.
- Nie wiemy.
Czasami właśnie te dwa proste słowa bywają najbardziej fascynujące.
Dalsza lektura:
- Michael Balter, The Goddess and the Bull Catalhoyouk: An Archeological Journey to the Dawn of Civilisation
- Hugh Brody, The Other Side of Eden
- Steven Mithen, After the Ice: A Global Human History 50 000 – 20 222 BC
- Klaus Schmidt Sie Bauten Die Ersten Temple
- Warto odwiedzić także stronę Niemeickiego Instytutu Archeologicznego – www.dainst.org, gdzie znajdują się najnowsze relacje z postępu prac wykopaliskowych w Göbekli Tepe.